<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Pomyka rzecz ludzka> 
<author_1=Ludw. Hieronim Morstin>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="1">
<date=1952-01-27>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
W zwizku z notatk w Przekroju 348 donosz, e tytu mojej komedii z ycia Mikoaja Reja brzmi Polacy nie gsi, a nie  jak podalicie  Gsi swj jzyk maj. Ludw. Hieronim Morstin
Przepraszamy i Autora i Czytelnikw. A oto krciutki fragmencik sztuki:
Rey: Pastwa Balw w wielkiej mam estymie. Bardzo tu szczliwie, e z dalekiej Rusi do majtnoci swojej zjechali, bo na pewno sprawiedliwo swoim poddanym uczyni.  Pan Bal: A czy im le si dziele?  Rey: Bardzo le. Starosta tej woci. Panie Mieczniku, wielce dla chopw okrutny, z maczug za nimi po pulu goni, biczem po grzbiecie koacze.  Pan Bal: Ej, kto ci bajdy naopowiada. Panie Mikoaju, co tyle warte co muchy brzczenie. Powtarzasz je, wod obracajc na wspak.  Rey: Nie bajdy, bo sam widziaem.  Pan Bal:. Co widziae?  Rey: A jadc tu widziaem jak na polu dziewk korbaczem w eb uderzy, a si krwi oblizna.  Pani Balowa: (przeraona): A si krwi oblizna?!  Pan Bal: Nie moe to by.  Rey: Byo, bo sam widziaem.  Pan Trzebiski: Nie bardzo to adnie, mody panie, u kogo by w gocinie, kielichy wyprni i talerze liza, a pniej mu wypomina, e krzywdzi poddanych.  Rey: Duo byoby nieadniej on rzecz zatai i pozwoli, by czowieka pociwego jego wasny urzdnik u poddanych zohydzi. Takim pochlibstwem para si nie bd, bo to nie mie rzemiso.  Pan Bal: I nikt tego od ciebie nie da, ale moge mi na ucho o tej przygodzie wspomnie, a nie publicznie gbowa.  Rey: Do tych gada na ucho, kady w naszej Rzeczpospolitej na ucho swj grzech ksidzu wyznaje, pniej brnie w niecnocie.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>